ROCKETS.e-nba.pl ... Polski serwis druĹźyny Houston Rockets.
Steve Franchise

Steve Francis w każdym spotkaniu, każdym treningu, a nawet najbardziej nieoficjalnym konkursie strzeleckim pokazuje wiele nieokiełznanej radości i miłości do tej gry. Te emocje są widoczne, kiedy obserwuje się Stevie'go biegnącego po parkiecie i dryblującego niczym w rytm hip-hop'u, co upodabnia go do małego dziecka odbijającego piłkę w drodze ze szkoły do domu.

Mamy również "podkręcanie" tempa kontrataków, podania bez patrzenia i zrywające publiczność z miejsc dunk'i - wszystko to okraszone częstymi uśmiechami i nieustannym gadaniem, czym podnosi na duchu swoich przyjaciół z drużyny, natomiast zawodników zespołów przeciwnych doprowadza do furii.

Wszystko to sprawia, że łatwo odczytujemy przesłanie Stevie'go Francis'a - człowieka, któremu to, czym się zajmuje, sprawia niesłychaną radość. Te emocje są z pewnością prawdziwe, ponieważ Steve Francis jest człowiekiem, który nie potrafi ukrywać swoich uczuć. Dowody? Proszę bardzo. Pierwszy - jego reakcja na wyjazd do Vancouver w dniu drafu, kiedy to został wybrany jako drugi numer przez drużynę Grizzlies. Drugi - jego uśmiech od ucha do ucha, kiedy kilka miesięcy później otrzymał wraz z Elton'em Brand'em statuetkę dla najlepszego debiutanta sezonu (Rookie of the Year Award). Kiedy pojawił się w Nowym Jorku aby przyjąć statuetkę, był tak podekscytowany, że obszedł całą salę konferencyjną, rozdając autografy, a następnie zaczął wymieniać uściski z fanami i reporterami.

W czasie dzielącym dwa wspomniane wcześniej wydarzenia, Francis pokazał się jako jedna z najjaśniejszych gwiazd młodego pokolenia, rozgrywający z zapierającym dech arsenałem ofensywnym, dzięki któremu zaczęto go już niemal porównywać do Jordan'a czy Iverson'a. Rudy Tomjanovich, jego trener , stwierdza jednak, że umiejętności Francis'a powinny być rozpatrywane jedynie przez pryzmat najlepszych graczy na pozycji point-guard. Jego partnerzy z zespołu tymczasem twierdzą, że widząc niektóre zagrania Stevie'go przystają na chwilę i z niedowierzaniem kręcą głowami.

Ponieważ jest jeszcze zbyt wcześnie, aby rozpatrywać karierę Francisa na parkietach NBA, dużo łatwiej będzie zastanowić się, jaki wpływ na drużynę Houston Rockets miało przybycie Stevie'go do tego klubu w 1999 roku. Dołączył do drużyny weteranów, którego trzon stanowili trzej przyszli członkowie Hallu Sławy - Hakeem Olajuwon, Charles Barkley i Scottie Pippen - dołączył jako pełnowartościowy element zespołu. Zespołu, który w opinii wielu ludzi mógł sięgnąć po koronę mistrza NBA.

Jednakże, zespół w takim składzie nigdy nie pojawił się na parkiecie. Pippen został przetransferowany do Portland przed rozpoczęciem gier sezonu zasadniczego 1999/2000. Barkley natomiast 8 grudnia doznał kontuzji, która zakończyła jego sportową karierę. W ten sposób, Francis z gracza, którego zadaniem było wkomponowanie się między trzech gwiazdorów-weteranów, został przed przerwą na Mecz Gwiazd pierwszoplanowym zawodnikiem swojego klubu. Do końca sezonu stał się graczem, na którym drużyny przeciwne ogniskowały swoje schematy defensywne. A dla fanów oglądających kończącego już powoli swoją fantastyczną karierę Olajuwon'a, Francis stał się symbolem nowej nadziei dla Rockets.

Talent Francis'a, połączony z jego nadzwyczajną szybkością, zabójczym dryblingiem i bezbłędną oceną sytuacji na parkiecie pozwala na budowanie zupełnie nowej drużyny wokół tego właśnie zawodnika. Stąd też zaczęto go nazywać Stevie Franchise

"On ma szansę zostać jednym z najlepszych zawodników wszechczasów na tej pozycji." - powiedział Tomjanovich. "Wierzę, że jest w stanie to osiągnąć, ponieważ to jest właśnie taki typ człowieka. On ma wielkie serce do gry. Jest nieustraszony. Wierzy w siebie, zna swoje możliwości i potrafi z nich korzystać. Jednocześnie, bardzo chętnie się uczy, jest podatny na wskazówki trenera. Ma chłonny umysł i wielką chęć do nauki. Ciężko pracuje, aby z każdym treningiem stawać się coraz lepszym. Nie jestem nawet w stanie wyrazić, jak bardzo to u niego lubię. Mamy naprawdę wielu młodych chłopaków, ale Francis jest jednym z tych, dzięki którym pracuje mi się naprawdę dobrze."

Telewizyjne powtórki pokazują jedynie niektóre, najbardziej efektowne elementy jego gry - bajeczne kontry, błyskawiczne zwody i dunk'i. To, czego się nie pokazuje, to jego dokładne studiowanie każdego z elementów gry. Każdego wieczoru, wspierany był przez komentującego spotkania Rockets dawnego rozgrywającego klubu z Houston - Calvin'a Murphy, a także trenera Tomjanovich'a oraz trenerów pomocniczych. I korzystał z tego wsparcia, dyskutując z nimi o setkach zagrań i schematów.

"On zostanie wielką gwiazdą." - powiedział Murphy. "Ma talent, warunki fizyczne i ogromną pasję. Wystarczy raz powiedzieć mu cokolwiek i można być pewnym, że zostało to dokładnie zapamiętane. Zaskakująca jest również jego gorliwość w szukaniu najbardziej ekonomicznych rozwiązań. On doskonale rozumie, że rozsądne dysponowanie swoimi siłami jest niezwykle ważne w tym zawodzie."

Jego pierwszy sezon w NBA składał się z dwóch etapów. Do czasu kiedy Barkley doznał kontuzji, zadaniem Francis'a było dostarczanie w tempo piłek do weteranów, którzy byli najważniejszymi strzelcami zespołu. Odejście Sir Charles'a dało Rockets szansę na przyspieszenie gry. Do końca sezonu Francis dołączył do nielicznej grupy graczy, którzy w swoim pierwszym sezonie w NBA zdobywali średnio ponad 15 punktów, 5 zbiórek i 5 asyst. Przed nim udało się to jedynie takim zawodnikom jak: Oscar Robertson, Alvan Adams, Magic Johnson, Michael Jordan, Penny Hardaway i Grant Hill.

Tegoroczne wyniki statystyczne Francis'a są równie imponujące, jak te w jego sezonie debiutanckim. Był trzeci na liście najlepszych strzelców sezonu zasadniczego wśród rozgrywających - za Stephon'em Marbury i Gary Payton'em. Oprócz tego był najlepiej zbierającym point-guard'em w lidze, ze średnią ponad siedmiu zbiórek na mecz.

"Kiedy spojrzy się na całokształt jego dokonań, dochodzi się do interesujących wniosków." - zauważa Tomjanovich. "Dołączył już do grona najlepiej podających ligi, ponadto potrafi świetnie zbierać i przechwytywać piłkę. Uważam również, że na dobrym poziomie stoi jego gra w defensywie."

Wszyscy w klubie z Houston zgodnie twierdzą, że Francis jest nie tylko fenomenalnym koszykarzem. Równie imponujące wydaje się jego wnętrze - zacięcie, zapał. Steve ma opinię najciężej pracującego na treningach zawodnika Rockets. Jest jeszcze jedna rzecz, która wydaje się być dlań symptomatyczna - na każdym kroku przypomina o swoim przywiązaniu do dwóch kobiet, które wywarły na jego życiu największy wpływ - jego nieżyjącej już matki - Brendy Wilson oraz babki - Mabel Wilson.

Francis do dziś nosi w portfelu prawo jazdy swojej matki, pokazując je często swoim gościom z pytaniem, czy widzą ich wzajemne podobieństwo. Brenda Wilson zmarła pięć lat temu na raka. Jej syn był tak wstrząśnięty tą śmiercią, że na przeszło dwa lata porzucił koszykówkę. Te dwa lata spędził w Maryland, na przedmieściach Waszyngtonu, grając tam okazjonalnie, jednak bez żadnych aspiracji do zawodowstwa. Powiedział później, że przyjemność, jaką sprawiał matce swoją grą była zasadniczą częścią jego gry. Koszykówka przestała być dla niego frajdą, kiedy nie było na trybunach kibicującej mu matki. Mabel, jego babka, na trwałe wpisała się w życiorys Francis'a. Kilka razy w roku odwiedzała Steve'a w Maryland, natomiast rozmowy telefoniczne między nimi odbywały się niemal codziennie. Jej wsparcie pomogło mu dostosować się psychicznie do ograniczeń związanych z wstąpieniem do ligi NBA. Duże wsparcie spotkał również ze strony kolegów z drużyny.

"Steve i ja znaleźliśmy wspólny język już od samego początku." - wspomina Cuttino Mobley. "Wychowaliśmy się w identycznym środowisku. On stracił swoją matkę, ja straciłem mojego ojczyma. Dla obu z nas było to ciężkie przeżycie i sporo o tym rozmawialiśmy. Wiem, jak to jest, kiedy jako młody chłopak wstępuje się do ligi. Lubię Steve'a za to, że jest sobą, na pewno nie można nazwać go mięczakiem."

Francis nie grał w reprezentacji swojej szkoły średniej po zakończeniu pierwszego roku, jednak przez cały czas podnosił swój poziom gry podczas godzin spędzonych w Takoma Park Community Center w pobliżu jego domu. W tym czasie urósł o istotne 6 cali - z wzrostu 5'9" do obecnego 6'3". Kiedy pojawił się na turnieju AUU na Florydzie, został zauważony przez łowców talentów z San Jacinto Junior College w okolicach Houston. Poprowadził drużynę San Jacinto do finałów mistrzostwa szkół średnich (National Junior College Championship) w 1997, a następnie przetransferowany do Allegany Community College. Grając tam, został obwołany JUCO All-America player w 1998 i poprowadził swoją szkolną drużynę w turnieju międzyszkolnym. Jego następnym krokiem było spełnienie jednego z największych marzeń - został studentem na Uniwersytecie Maryland. Spędził tam sezon 1998-99, gdzie został zaliczony do drugiego składu All-America (Second Team All-America) przez stowarzyszenie The Associated Press.

Jednym z ludzi, wobec których Francis poczuwa się do wdzięczności jest niewątpliwie Tony Langley, jego trener w Takoma Park Boys & Girls Clubs.

"On pragnął wygrać wszystko, co tylko było możliwe do wygrania" - powiedział Langley. "Wyścigi, pojedynki, wszystko. Podczas letniego festynu Stevie ustanowił nowy rekord, sprzedając ponad 400 biletów w ciągu dnia. On zawsze rozumiał, że zasadniczą częścią rywalizacji jest wygrana."

Francis okazał się idealnym obiektem dla żądnych kontaktów ze swoimi supergwiazdami fanów Rockets - na każdym treningu zjawia się nieco wcześniej, rozdając tysiące autografów. Krótko mówiąc, wszystko układa się tak znakomicie, że czasami aż trudno sobie przypomnieć, że o mały włos Steve być może nigdy nie zostałby zawodnikiem Rockets.

Został wybrany w drafcie przez Vancouver. Kiedy Grizzlies wywoływali nazisko Francis'a jako swój wybór tego naboru, na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Steve oczekiwał gry w Chicago lub, co najmniej, w mieście położonym na tyle blisko, że wizyty jego babki będą możliwe.

"Jestem osobą bardzo emocjonalną." - powiedział Francis, wspominając tamtą noc draftu. "Kiedy jestem szczęśliwy, okazuję to. Kiedy jestem wściekły, okazuję to również. Podobnie dzieje się na boisku. Byłem niezadowolony, ponieważ kiedy opuszczałem Chicago [tydzień wcześniej] miałem ochotę grać u Bulls i sądziłem, że i oni mają zamiar mnie wybrać. Kiedy tego nie zrobili [zamiast tego zaangażowano Elton'a Brand'a], byłem rozgoryczony."

Mając to na względzie, 27 sierpnia 1999 r. Vancouver zorganizowało wymianę obejmującą 11 zawodników i trzy zespoły (także Houston i Orlando), w wyniku której Francis znalazł się w Houston. W Rockets czekało go sporo pracy z przystosowaniem się do roli rozgrywającego, ponieważ w Maryland nie był typowym point-guard'em.

"Na początku roku, Steve nie czuł się zbyt komfortowo w roli rozgrywającego." - powiedział swingman Houston, Walt Williams. "Nie grał na tej pozycji w Maryland. Jednakże to właśnie rozgrywający jest najistotniejszym elementem zespołu. Musi widzieć całe boisko, obejmować wzrokiem wszystkich zawodników jednocześnie. Należy zaznaczyć, że dla takiego strzelca, jakim jest Francis, taka zmiana z pewnością nie była łatwa, zważywszy na to, że czasu nie było wiele. Myślę, że już w tym drugim sezonie doczekamy się od niego typowych dla rozgrywającego zachowań na boisku. Steve jest naprawdę bardzo pojętny i to sprawia, że jesteśmy coraz lepszą drużyną."

Już pod koniec swojego debiutanckiego sezonu grał tak, jak gdyby został stworzony do pozycji rozgrywającego. Teraz, Rockets są już niemal jego drużyną. (Przez szacunek dla Olajuwon'a, Francis nie ośmieli się nazwać Rockets "swoją" drużyną, nawet jeśli w zasadzie już nią jest.) Ostatniego lata miał wielki udział w pozyskaniu do klubu z Hoston wolnego agenta - Maurice Taylor'a. Natomiast kiedy należało przekonać Mobley'a do odrzucenia oferty z Toronto, Francis dzwonił do niego codziennie.

Kiedy Rockets organizują spotkania podczas obozów treningowych, Francis jest gwiazdą zarówno na boisku jak i poza nim. Chętnie wypowiada się podczas telewizyjnych wywiadów o swoich przyjaciołach z zespołu, jak również o sobie samym. Pozdrawia fanów przybyłych na trybuny i rozdaje setki autografów.

"Czuję tutaj atmosferę mojego domu" - powiedział on sam. I trzeba przyznać, że te uczucie jest odwzajemnione. Kiedy Rockets i ich fani spekulują na temat swojej świetlanej przyszłości, dyskusje zaczynają od Stevie Franchise'a.

Richard Justice (''Hoop Magazine'')




1.03.2017
vs
L.A.Clippers 103
Houston 122

   :: Statystyki
04.03.2017 - 3:00
Memphis
06.03.2017 - 2:30
@San Antonio
08.03.2017 - 2:00
Utah
10.03.2017 - 2:00
@Chicago
12.03.2017 - 3:00
Cleveland
Zespół
W
P
%
1.Golden State Warriors
50
10
83,3
2.San Antonio Spurs
45
13
77,6
3.Houston Rockets
42
19
68,9
4.Utah Jazz
37
23
61,7
5.Los Angeles Clippers
36
23
61,0
6.Memphis Grizzlies
36
25
59,0
7.Oklahoma City Thunder
35
25
58,3
8.Denver Nuggets
27
33
45,0
Sacramento Kings
25
35
41,7
Portland Trail Blazers
24
35
40,7
Dallas Mavericks
24
35
40,7
Minnesota Timberwolves
24
36
40,0
New Orleans Pelicans
23
37
38,3
Los Angeles Lakers
19
42
31,1
Phoenix Suns
18
42
30,0

Pkt.
Zb.
As.
Prz.
Bl.
FG%
3PT%
FT%
Min.
J.Harden
J.Harden
J.Harden
T.Ariza
C.Capela
M.Harrell
R.Anderson
R.Anderson
J.Harden
28.5
8.4
11.8
2.1
1.6
66,5
41,1
89,0
36.6

Wymień się buttonem

Polski serwis Houston Rockets







NBA Nation
Online League








on line: 001



Copyright © 2002-2016 Marek Wierzbicki. Wszelkie prawa zastrzeĹźone.