ROCKETS.e-nba.pl ... Polski serwis drużyny Houston Rockets.

» Co za mecz! Po batalii Rockets ogrywają Warriors
02.12.2016 - 8:34 - dodał: Łukasz Trymczuk (Trymas)
Rakiety zagrały mega trudny i długi mecz. Regulaminowy czas gry nie dał rozstrzygnięcia i potrzebne były aż dwie dogrywki. Górą okazali się nasi ulubieńcy, wygrywając to spotkanie 132-127 w hali Warriors. Wygraliśmy pomimo mega meczu Kevina Duranta - 39 punktów i 13 zbiórek. Harden przeciwstawił tej linijce swoje kolejne triple-double w tym sezonie. Do tego kapitalny mecz sezonu Ryana Andersona!

To był chyba najbardziej emocjonujący mecz Rockets od początku sezonu. Było to także najbardziej wyczekiwane spotkanie ubiegłej nocy, Rakiety i Wojownicy spotkali się pierwszy raz w tym sezonie, co więcej, obie drużyny są znane z rzucania dużej ilości trójek, liczono także na pojedynek strzelecki Hardena z Durantem/Currym. Kibice zgromadzeni w Oracle Arena i przed telewizorami/komputerami nie zawiedli się (no może z wyjątkiem tych trójek, których było mało).

Aby rozstrzygnąć losy tego meczu, potrzeba było dwóch dogrywek. Oba zespoły zacięcie walczyły przez 48 minut, praktycznie punkt za punkt, podobnie pierwszą dogrywkę. Rozstrzygnięcie dość wyraźne przyniosła dopiero dogrywka numer 2. Na pewno też obie drużyny były zmęczone po tylu minutach gry, co było widać po pudłowanych próbach za dwa i za trzy. Ostatecznie pokonaliśmy Warriors pięcioma punktami.

Wielkie brawa należąc się Rakietom za olbrzymią wolę walki, zostawili na parkiecie co najmniej 120%. Liderem naszego zespołu był James Harden, który zanotował swoje 4 już w tych rozgrywkach triple-double w postaci 29 punktów, 15 zbiórek i 13 asyst (mimo słabej skuteczności 8-23 FG% i 2-11 3PT%). Ale jak popisała się reszta naszej drużyny, czapki z głów! Ryan Anderson był po prostu wszędzie w ataku, zdobywając również 29 oczek, w tym 5-10 zza łuku. Niektóre jego trójki były mega trudne. Eric Gordon po raz kolejny dał mega wsparcie z ławki, tym razem 23 oczka od tego zawodnika, w tym 4-9 za trzy. Ariza 12 punktów, Capela 10 punktów. I kolejni gracze z ławki, którzy eskplodowali formą na ten mecz. Sam Dekker - 11 punktów i 8 zbiórek na skuteczności 4-9, a zza łuku 2-3. Oraz Montrezl Harrell - 13 punktów i 10 zbiórek (po 5 w obronie i ataku). Bezapelacyjnie to chyba najlepsze spotkanie tych graczy, którzy owszem pokazywali się z dobrej strony jak dotąd, ale czekaliśmy na mecz, w którym będą swoistym czynnikiem x. I właśnie w tym meczu można śmiało powiedzieć, że to ławka była kluczem do zwycięstwa, Gordon, Harrell i Dekker zrobili świetną robotę i bez nich tego zwycięstwa by nie było. Jedynie to ilości celnych trójek można się przyczepić bo Harden, Ariza i Beverley dali ciała w tej kwestii, ale na szczęście ratowała sprawę ławka. Warriors także nie popisali się zza łuku więc zamiast kosmicznej ilości trójek, zespoły musiały szukać innych opcji do zdobywania punktów.

W Warriors liderował Kevin Durant, który rzucił nam solidne 39 punktów i 13 zbiórek, 28 dołożył Curry, a double-double w postaci 20 punktów i 15 zbiórek dodał Draymond Green. Wojownicy rzucali w cały meczu na podobnej skuteczności co Rakiety (41.3% GSW, 44.4% HOU), jeżeli chodzi o inne statystyki jak zbiórki, przechwyty, asysty czy bloki to drużyny nie dzieliło więcej niż 5 sztuk różnicy w tych kategoriach. Co daje obraz, jak zacięte było to spotkanie.

Podsumowując, Rockets zagrali świetnie, trudny wyjazd z trudnym rywalem, pierwsze spotkanie tych ekip w sezonie. James Harden jako lider i świetnie wspierająca ławka, to jest to co u nas działa najlepiej w tym sezonie. Bardzo dobrze, że Harrell i Dekker tak trafili z formą na to spotkanie, Ci gracze się rozwijają, ale postępy jakie czynią są znaczne, ich poziom w tym sezonie może być jeszcze lepszy i występy takie, jak minionej nocy mogą stać się częstym widokiem. Potrzebujemy, żeby ta młodzież wnosiła dużo do gry, ławka nie może się kojarzyć tylko z Gordonem. Anderson i Gordon właśnie potwierdzają, że ich pozyskanie w lato było mądrym ruchem. I jeden i drugi odnajduje się w klubie i w systemie gry coacha D'Antoniego. A Harden już przyzwyczaił się do swojej roli (jeszcze niedawno nowej) asystenta, bo rozdaje piłki nałogowo od początku sezonu. Mecz udowodnił, że jesteśmy w stanie wygrać z każdym w lidze, nawet z niedawnym mistrzami (a obecnymi wice). Spotkanie pokazało także, że ofensywny i szybki styl prowadzenia drużyny, jaki prezentuje nasz trener, sprawdza się dobrze w przypadku Rakiet, te wszystkie elementy układanki do siebie pasują i nabiera to dobrego kształtu. Gratulujemy Rakietom wygranej i chcemy widzieć więcej takich meczów. Rockets mają teraz bilans 12-7, co daje im 4 miejsce na zachodzie. Kolejne spotkanie już dziś w nocy przeciwko Denver.









Wsad Harrella powinien być nr 1 bo LeBron może i zrobił windmilla ale sam miał dla siebie pół boiska, a Montrezl zrobił piękny contact dunk po ładnej akcji:)



Autor: I Love This Game @ 02.12.2016 - 13:40
Piekne zwyciestwo Rakiet..Pisalem ze trzeba im stuknac Jak skutecznosc gwiazdeczek spada sa do ogrania.Ledwo ledwo ale sie udalo...Podobala mi sie gra w obronie .Duzo pilek przechwycilismy i walczyli jak nigdy o to zwyciestwo.Bylo goraco ale Anderson i Gordon trafiali wazne rzuty.Swietna zmina Harella a ten dunk powinien byc TOP 1 dzisiejszej nocy...Mocne tyriple Brodacza!!! i tylko 7 strat..Oby z Denver nas nie ostudzili

Name: Remember me
E-mail: (optional)
Smile:smile wink wassat tongue laughing sad angry crying 
Captcha
CAPTCHA, click to refresh
Powered by CuteNews

» Co za mecz! Po batalii Rockets ogrywają Warriors
02.12.2016 - 8:34 - dodał: Łukasz Trymczuk (Trymas)
Rakiety zagrały mega trudny i długi mecz. Regulaminowy czas gry nie dał rozstrzygnięcia i potrzebne były aż dwie dogrywki. Górą okazali się nasi ulubieńcy, wygrywając to spotkanie 132-127 w hali Warriors. Wygraliśmy pomimo mega meczu Kevina Duranta - 39 punktów i 13 zbiórek. Harden przeciwstawił tej linijce swoje kolejne triple-double w tym sezonie. Do tego kapitalny mecz sezonu Ryana Andersona!

To był chyba najbardziej emocjonujący mecz Rockets od początku sezonu. Było to także najbardziej wyczekiwane spotkanie ubiegłej nocy, Rakiety i Wojownicy spotkali się pierwszy raz w tym sezonie, co więcej, obie drużyny są znane z rzucania dużej ilości trójek, liczono także na pojedynek strzelecki Hardena z Durantem/Currym. Kibice zgromadzeni w Oracle Arena i przed telewizorami/komputerami nie zawiedli się (no może z wyjątkiem tych trójek, których było mało).

Aby rozstrzygnąć losy tego meczu, potrzeba było dwóch dogrywek. Oba zespoły zacięcie walczyły przez 48 minut, praktycznie punkt za punkt, podobnie pierwszą dogrywkę. Rozstrzygnięcie dość wyraźne przyniosła dopiero dogrywka numer 2. Na pewno też obie drużyny były zmęczone po tylu minutach gry, co było widać po pudłowanych próbach za dwa i za trzy. Ostatecznie pokonaliśmy Warriors pięcioma punktami.

Wielkie brawa należąc się Rakietom za olbrzymią wolę walki, zostawili na parkiecie co najmniej 120%. Liderem naszego zespołu był James Harden, który zanotował swoje 4 już w tych rozgrywkach triple-double w postaci 29 punktów, 15 zbiórek i 13 asyst (mimo słabej skuteczności 8-23 FG% i 2-11 3PT%). Ale jak popisała się reszta naszej drużyny, czapki z głów! Ryan Anderson był po prostu wszędzie w ataku, zdobywając również 29 oczek, w tym 5-10 zza łuku. Niektóre jego trójki były mega trudne. Eric Gordon po raz kolejny dał mega wsparcie z ławki, tym razem 23 oczka od tego zawodnika, w tym 4-9 za trzy. Ariza 12 punktów, Capela 10 punktów. I kolejni gracze z ławki, którzy eskplodowali formą na ten mecz. Sam Dekker - 11 punktów i 8 zbiórek na skuteczności 4-9, a zza łuku 2-3. Oraz Montrezl Harrell - 13 punktów i 10 zbiórek (po 5 w obronie i ataku). Bezapelacyjnie to chyba najlepsze spotkanie tych graczy, którzy owszem pokazywali się z dobrej strony jak dotąd, ale czekaliśmy na mecz, w którym będą swoistym czynnikiem x. I właśnie w tym meczu można śmiało powiedzieć, że to ławka była kluczem do zwycięstwa, Gordon, Harrell i Dekker zrobili świetną robotę i bez nich tego zwycięstwa by nie było. Jedynie to ilości celnych trójek można się przyczepić bo Harden, Ariza i Beverley dali ciała w tej kwestii, ale na szczęście ratowała sprawę ławka. Warriors także nie popisali się zza łuku więc zamiast kosmicznej ilości trójek, zespoły musiały szukać innych opcji do zdobywania punktów.

W Warriors liderował Kevin Durant, który rzucił nam solidne 39 punktów i 13 zbiórek, 28 dołożył Curry, a double-double w postaci 20 punktów i 15 zbiórek dodał Draymond Green. Wojownicy rzucali w cały meczu na podobnej skuteczności co Rakiety (41.3% GSW, 44.4% HOU), jeżeli chodzi o inne statystyki jak zbiórki, przechwyty, asysty czy bloki to drużyny nie dzieliło więcej niż 5 sztuk różnicy w tych kategoriach. Co daje obraz, jak zacięte było to spotkanie.

Podsumowując, Rockets zagrali świetnie, trudny wyjazd z trudnym rywalem, pierwsze spotkanie tych ekip w sezonie. James Harden jako lider i świetnie wspierająca ławka, to jest to co u nas działa najlepiej w tym sezonie. Bardzo dobrze, że Harrell i Dekker tak trafili z formą na to spotkanie, Ci gracze się rozwijają, ale postępy jakie czynią są znaczne, ich poziom w tym sezonie może być jeszcze lepszy i występy takie, jak minionej nocy mogą stać się częstym widokiem. Potrzebujemy, żeby ta młodzież wnosiła dużo do gry, ławka nie może się kojarzyć tylko z Gordonem. Anderson i Gordon właśnie potwierdzają, że ich pozyskanie w lato było mądrym ruchem. I jeden i drugi odnajduje się w klubie i w systemie gry coacha D'Antoniego. A Harden już przyzwyczaił się do swojej roli (jeszcze niedawno nowej) asystenta, bo rozdaje piłki nałogowo od początku sezonu. Mecz udowodnił, że jesteśmy w stanie wygrać z każdym w lidze, nawet z niedawnym mistrzami (a obecnymi wice). Spotkanie pokazało także, że ofensywny i szybki styl prowadzenia drużyny, jaki prezentuje nasz trener, sprawdza się dobrze w przypadku Rakiet, te wszystkie elementy układanki do siebie pasują i nabiera to dobrego kształtu. Gratulujemy Rakietom wygranej i chcemy widzieć więcej takich meczów. Rockets mają teraz bilans 12-7, co daje im 4 miejsce na zachodzie. Kolejne spotkanie już dziś w nocy przeciwko Denver.









Wsad Harrella powinien być nr 1 bo LeBron może i zrobił windmilla ale sam miał dla siebie pół boiska, a Montrezl zrobił piękny contact dunk po ładnej akcji:)



Autor: I Love This Game @ 02.12.2016 - 13:40
Piekne zwyciestwo Rakiet..Pisalem ze trzeba im stuknac Jak skutecznosc gwiazdeczek spada sa do ogrania.Ledwo ledwo ale sie udalo...Podobala mi sie gra w obronie .Duzo pilek przechwycilismy i walczyli jak nigdy o to zwyciestwo.Bylo goraco ale Anderson i Gordon trafiali wazne rzuty.Swietna zmina Harella a ten dunk powinien byc TOP 1 dzisiejszej nocy...Mocne tyriple Brodacza!!! i tylko 7 strat..Oby z Denver nas nie ostudzili

Name: Remember me
E-mail: (optional)
Smile:smile wink wassat tongue laughing sad angry crying 
Captcha
CAPTCHA, click to refresh
Powered by CuteNews
Archiwum wiadomości


1.03.2017
vs
L.A.Clippers 103
Houston 122

   :: Statystyki
04.03.2017 - 3:00
Memphis
06.03.2017 - 2:30
@San Antonio
08.03.2017 - 2:00
Utah
10.03.2017 - 2:00
@Chicago
12.03.2017 - 3:00
Cleveland
Zespół
W
P
%
1.Golden State Warriors
50
10
83,3
2.San Antonio Spurs
45
13
77,6
3.Houston Rockets
42
19
68,9
4.Utah Jazz
37
23
61,7
5.Los Angeles Clippers
36
23
61,0
6.Memphis Grizzlies
36
25
59,0
7.Oklahoma City Thunder
35
25
58,3
8.Denver Nuggets
27
33
45,0
Sacramento Kings
25
35
41,7
Portland Trail Blazers
24
35
40,7
Dallas Mavericks
24
35
40,7
Minnesota Timberwolves
24
36
40,0
New Orleans Pelicans
23
37
38,3
Los Angeles Lakers
19
42
31,1
Phoenix Suns
18
42
30,0

Pkt.
Zb.
As.
Prz.
Bl.
FG%
3PT%
FT%
Min.
J.Harden
J.Harden
J.Harden
T.Ariza
C.Capela
M.Harrell
R.Anderson
R.Anderson
J.Harden
28.5
8.4
11.8
2.1
1.6
66,5
41,1
89,0
36.6

Wymień się buttonem

Polski serwis Houston Rockets







NBA Nation
Online League








on line: 001



Copyright © 2002-2016 Marek Wierzbicki. Wszelkie prawa zastrzeżone.