ROCKETS.e-nba.pl ... Polski serwis drużyny Houston Rockets.

» Triple-double Hardena nie wystarczyło na dobrze grających Heat
16.02.2017 - 6:49 - dodał: Łukasz Trymczuk (Trymas)
Miami ograli nas w Toyota Center 117:109. Pomimo dobrego występu Jamesa Hardena (kolejne triple-double), znów czegoś zabrakło. Z kolei w ekipie gości świetne zawody rozegrał Hassan Whiteside, który poprowadził swój zespół do zwycięstwa. Heat nie byli w tym meczu zabójczo groźni, po prostu zagrali prosty i skuteczny basket. Z naciskiem na to drugie, bo skutecznością nas w tym meczu przewyższyli, nie rzucali na potęgę, ale mądrze i z pewnych pozycji. Ciekawostką (niestety niezbyt wesołą) jest także fakt, że pierwszy raz w tym sezonie zagraliśmy mecz, w którym ani razu nie prowadziliśmy z wynikiem.

Dobrze jest poprzedzić All-star break zwycięstwem, w dodatku u siebie. Niestety Rakiety nie sprostały w tym meczu Heat, zabrakło skuteczności i wsparcia od kolegów. Po raz kolejny mamy potwierdzenie, że jeden zawodnik - Broda - sam meczu nie wygra. Pomimo triple-double 38 punktów, 12 zbiórek i 12 asyst na dobrej skuteczności 10-21 przegraliśmy wyraźnie różnicą dwucyfrową. Ale nie można też zarzucić mu, że się nie starał bo triple-double nie wykręca się każdej nocy, do tego nie skupiał się wyłącznie na rzucaniu na siłę, 12 rozdanych piłek także o czymś świadczy. Niestety koledzy nie dali z siebie wszystkiego. O ile do Ryana Andersona nic nie mam (17 oczek i 6 zbiórek, skuteczność 6-16 FG % i 5-0 3PT %), tak np. Ariza i jego 5 punktów w 36 minut czy 4 punkty Brewera w 27 minut to nieporozumienie. Czy zmęczenie sezonem osiągnęło taki poziom, że Panowie nie dali rady zagrać? Nie kupuję tego argumentu, owszem sezon ciężki, wyczerpujące wyjazdy, ale nie zapominajmy, że koszykarze NBA to zawodowcy i ich przygotowanie fizyczne, koordynowane przez sztab ludzi i elektroniki jest świetne. Niestety nie siedziała nam też trójka, Harden i Anderson trafiali odpowiednio 40 % i 50 % za trzy, ale nikt więcej nie zrobił tutaj różnicy w tej kategorii (Gordon zniknął gdzieś w meczu, jakby go w ogóle nie było). Heat do szatni schodzili prowadząc 58-45 i pewnie weszli także w 2 połowę, kontrolując przebieg meczu do ostatniej syreny. Rozbawił mnie Mike D'Antoni, który narzekał na fanów, którzy jego zdaniem "późno zaczęli schodzić się na halę, gdy już prawie był 1 gwizdek" i w tym także upatrywał przyczyn porażki. Spoko, wiadomo, że przy pełnej hali (albo nawet połowie) jest doping, atmosfera, kibice są wtedy sixth man, ale z różnych powodów tym razem przyszli później i w mniej licznej obsadzie. Ostatni mecz przed all-star, gra w kratkę w ostatnim czasie, czy też inne zajęcia - to tylko niektóre z powodów takiej sytuacji z kibicami podczas tego meczu. Ale nie można tego traktować jak wymówki. A jakby liga nałożyła karę i Rockets musieliby grać przy pustych trybunach niczym zespoły w Lidze Mistrzów? To wtedy by nie wyszli nawet?

W ekipie gości widzieliśmy dobry, drużynowy basket, chłopaki po prostu grali swoje, a motywująca rozmowa przed meczem w wykonaniu Alonzo Mourninga skierowana do Hassana Whiteside chyba bardzo na młodego podziałała. 23 oczka, 14 zbiórek i 5 bloków, zawodnik zdominował walkę podkoszową i był iskrą dla swojego teamu. Świetnie dotrzymywał mu kroku Dion Waiters - ten koszykarz także zaaplikował nam soczyste 23 punkty, zebrał piłkę 9 razy i 7 razy ją rozdał. Goran Dragic dodał 21 punktów i już postawa tej trójki wystarczyła, aby zmotywować resztę zespołu i jednocześnie budować przewagę nad Houston. Jak było mówione na początku - nie zagrali wielkiego meczu, ale nie potrzebowali takiego. Wystarczył mecz dobry i skuteczny.

Szkoda przegranej przed all-starową przerwą, ale trudno. Jesteśmy teraz w momencie, gdzie trzeba złapać oddech, zregenerować ciało i umysł, a następnie wdrażać w życie strategię końcówki sezonu. Która jest prosta - wygrywać, bo jeśli nie chcemy trafić na Warriors czy Spurs w pierwszej i drugiej rundzie PO to wygrane są nam potrzebne do tego jak zbawienie. Swoją drogą pasuje nam to trzecie miejsce w tabeli, gdyby playoffy były dziś to gramy z Grizzlies, a w przypadku awansu dalej, druga runda to rywalizacja z wygranym pary Clippers-Jazz, GSW i SAS byliby na drodze dopiero w Conference Finals. Kto wie, jak to się jeszcze rozwinie, ale narazie solidnie okupujemy to 3 miejsce i nasza gra w kratkę odziwo stabilizuje nas na tej pozycji (w dalszym ciągu 4 mecze straty do Spurs i 4 mecze przewagi nad Clippers). Przed nami tydzień przerwy, za rogiem All-Star Weekend, w trakcie którego zobaczymy reprezentantów H-Town. Serdecznie zapraszam do oglądania konkursu trójek (Eric Gordon) i meczu gwiazd (James Harden).





Autor: I Love This Game @ 16.02.2017 - 15:50
Staczamy sie...Znow slabe Miami nas ogralo...Skutecznosc za slaba w pierwszych 3 kwartach.Miami za to swietnie grali i trafiali...Broda sam nie wygra...Przerwa sie przyda...Moze jakies transfery...

Autor: tomekkk @ 18.02.2017 - 9:26
Znakomity mecz Hardena, ale to nie wystarczy. Inni po prostu przestali grać. Co z tego, że Anderson miał 17 punktów na koniec, jak przez pierwsze 3 kwarty uzbierał 3 !? A potem run się nie udał...

Wszyscy (prócz Hardena i może Capeli) ostatnio grają słabo, Gordon chyba zapomniał jak się rzuca, Ariza dobry tylko w defensywie, Dekker i Harrell mają tylko przebłyski.
Słabo... jak się coś nie zmieni to stoczymy się na 5-6 miejsce i odpadniemy w pierwszej rundzie.

Name: Remember me
E-mail: (optional)
Smile:smile wink wassat tongue laughing sad angry crying 
Captcha
CAPTCHA, click to refresh
Powered by CuteNews

» Triple-double Hardena nie wystarczyło na dobrze grających Heat
16.02.2017 - 6:49 - dodał: Łukasz Trymczuk (Trymas)
Miami ograli nas w Toyota Center 117:109. Pomimo dobrego występu Jamesa Hardena (kolejne triple-double), znów czegoś zabrakło. Z kolei w ekipie gości świetne zawody rozegrał Hassan Whiteside, który poprowadził swój zespół do zwycięstwa. Heat nie byli w tym meczu zabójczo groźni, po prostu zagrali prosty i skuteczny basket. Z naciskiem na to drugie, bo skutecznością nas w tym meczu przewyższyli, nie rzucali na potęgę, ale mądrze i z pewnych pozycji. Ciekawostką (niestety niezbyt wesołą) jest także fakt, że pierwszy raz w tym sezonie zagraliśmy mecz, w którym ani razu nie prowadziliśmy z wynikiem.

Dobrze jest poprzedzić All-star break zwycięstwem, w dodatku u siebie. Niestety Rakiety nie sprostały w tym meczu Heat, zabrakło skuteczności i wsparcia od kolegów. Po raz kolejny mamy potwierdzenie, że jeden zawodnik - Broda - sam meczu nie wygra. Pomimo triple-double 38 punktów, 12 zbiórek i 12 asyst na dobrej skuteczności 10-21 przegraliśmy wyraźnie różnicą dwucyfrową. Ale nie można też zarzucić mu, że się nie starał bo triple-double nie wykręca się każdej nocy, do tego nie skupiał się wyłącznie na rzucaniu na siłę, 12 rozdanych piłek także o czymś świadczy. Niestety koledzy nie dali z siebie wszystkiego. O ile do Ryana Andersona nic nie mam (17 oczek i 6 zbiórek, skuteczność 6-16 FG % i 5-0 3PT %), tak np. Ariza i jego 5 punktów w 36 minut czy 4 punkty Brewera w 27 minut to nieporozumienie. Czy zmęczenie sezonem osiągnęło taki poziom, że Panowie nie dali rady zagrać? Nie kupuję tego argumentu, owszem sezon ciężki, wyczerpujące wyjazdy, ale nie zapominajmy, że koszykarze NBA to zawodowcy i ich przygotowanie fizyczne, koordynowane przez sztab ludzi i elektroniki jest świetne. Niestety nie siedziała nam też trójka, Harden i Anderson trafiali odpowiednio 40 % i 50 % za trzy, ale nikt więcej nie zrobił tutaj różnicy w tej kategorii (Gordon zniknął gdzieś w meczu, jakby go w ogóle nie było). Heat do szatni schodzili prowadząc 58-45 i pewnie weszli także w 2 połowę, kontrolując przebieg meczu do ostatniej syreny. Rozbawił mnie Mike D'Antoni, który narzekał na fanów, którzy jego zdaniem "późno zaczęli schodzić się na halę, gdy już prawie był 1 gwizdek" i w tym także upatrywał przyczyn porażki. Spoko, wiadomo, że przy pełnej hali (albo nawet połowie) jest doping, atmosfera, kibice są wtedy sixth man, ale z różnych powodów tym razem przyszli później i w mniej licznej obsadzie. Ostatni mecz przed all-star, gra w kratkę w ostatnim czasie, czy też inne zajęcia - to tylko niektóre z powodów takiej sytuacji z kibicami podczas tego meczu. Ale nie można tego traktować jak wymówki. A jakby liga nałożyła karę i Rockets musieliby grać przy pustych trybunach niczym zespoły w Lidze Mistrzów? To wtedy by nie wyszli nawet?

W ekipie gości widzieliśmy dobry, drużynowy basket, chłopaki po prostu grali swoje, a motywująca rozmowa przed meczem w wykonaniu Alonzo Mourninga skierowana do Hassana Whiteside chyba bardzo na młodego podziałała. 23 oczka, 14 zbiórek i 5 bloków, zawodnik zdominował walkę podkoszową i był iskrą dla swojego teamu. Świetnie dotrzymywał mu kroku Dion Waiters - ten koszykarz także zaaplikował nam soczyste 23 punkty, zebrał piłkę 9 razy i 7 razy ją rozdał. Goran Dragic dodał 21 punktów i już postawa tej trójki wystarczyła, aby zmotywować resztę zespołu i jednocześnie budować przewagę nad Houston. Jak było mówione na początku - nie zagrali wielkiego meczu, ale nie potrzebowali takiego. Wystarczył mecz dobry i skuteczny.

Szkoda przegranej przed all-starową przerwą, ale trudno. Jesteśmy teraz w momencie, gdzie trzeba złapać oddech, zregenerować ciało i umysł, a następnie wdrażać w życie strategię końcówki sezonu. Która jest prosta - wygrywać, bo jeśli nie chcemy trafić na Warriors czy Spurs w pierwszej i drugiej rundzie PO to wygrane są nam potrzebne do tego jak zbawienie. Swoją drogą pasuje nam to trzecie miejsce w tabeli, gdyby playoffy były dziś to gramy z Grizzlies, a w przypadku awansu dalej, druga runda to rywalizacja z wygranym pary Clippers-Jazz, GSW i SAS byliby na drodze dopiero w Conference Finals. Kto wie, jak to się jeszcze rozwinie, ale narazie solidnie okupujemy to 3 miejsce i nasza gra w kratkę odziwo stabilizuje nas na tej pozycji (w dalszym ciągu 4 mecze straty do Spurs i 4 mecze przewagi nad Clippers). Przed nami tydzień przerwy, za rogiem All-Star Weekend, w trakcie którego zobaczymy reprezentantów H-Town. Serdecznie zapraszam do oglądania konkursu trójek (Eric Gordon) i meczu gwiazd (James Harden).





Autor: I Love This Game @ 16.02.2017 - 15:50
Staczamy sie...Znow slabe Miami nas ogralo...Skutecznosc za slaba w pierwszych 3 kwartach.Miami za to swietnie grali i trafiali...Broda sam nie wygra...Przerwa sie przyda...Moze jakies transfery...

Autor: tomekkk @ 18.02.2017 - 9:26
Znakomity mecz Hardena, ale to nie wystarczy. Inni po prostu przestali grać. Co z tego, że Anderson miał 17 punktów na koniec, jak przez pierwsze 3 kwarty uzbierał 3 !? A potem run się nie udał...

Wszyscy (prócz Hardena i może Capeli) ostatnio grają słabo, Gordon chyba zapomniał jak się rzuca, Ariza dobry tylko w defensywie, Dekker i Harrell mają tylko przebłyski.
Słabo... jak się coś nie zmieni to stoczymy się na 5-6 miejsce i odpadniemy w pierwszej rundzie.

Name: Remember me
E-mail: (optional)
Smile:smile wink wassat tongue laughing sad angry crying 
Captcha
CAPTCHA, click to refresh
Powered by CuteNews
Archiwum wiadomości


25.04.2017
vs
4-1
Houston 105
Oklahoma City 99

   :: Statystyki
01.05.2017 - 3:30
@San Antonio
03.05.2017 - 3:30
@San Antonio
05.05.2017 - 3:30
San Antonio
07.05.2017 - 3:00
San Antonio
09.05.2017
@San Antonio
Zespół
W
P
%
1.Golden State Warriors
67
15
81,7
2.San Antonio Spurs
61
21
74,4
3.Houston Rockets
55
27
67,1
4.Los Angeles Clippers
51
31
62,2
5.Utah Jazz
51
31
62,2
6.Oklahoma City Thunder
47
35
57,3
7.Memphis Grizzlies
43
39
52,4
8.Portland Trail Blazers
41
41
50,0
Denver Nuggets
40
42
48,8
New Orleans Pelicans
34
48
41,5
Dallas Mavericks
33
49
40,2
Sacramento Kings
32
50
39,0
Minnesota Timberwolves
31
51
37,8
Los Angeles Lakers
26
56
31,7
Phoenix Suns
24
58
29,3

Pkt.
Zb.
As.
Prz.
Bl.
FG%
3PT%
FT%
Min.
J.Harden
J.Harden
J.Harden
T.Ariza
C.Capela
M.Harrell
R.Anderson
L.Williams
J.Harden
29.1
8.1
11.2
1.8
1.2
65,2
40,3
87,0
36.4

Wymień się buttonem

Polski serwis Houston Rockets







NBA Nation
Online League








on line: 001



Copyright © 2002-2016 Marek Wierzbicki. Wszelkie prawa zastrzeżone.