ROCKETS.e-nba.pl ... Polski serwis drużyny Houston Rockets.

» Podsumowanie sezonu 2014-2015
22.06.2015 - 22:39 - dodał: Łukasz Trymczuk (Trymas)
Sezon 2014-2015 już za nami, emocji było co nie miara, jesteśmy zadowoleni z postawy Rockets, którzy dotarli do finału Western Conference. Co zapamiętamy z tego sezonu? Zapraszam do lektury.

Przede wszystkim kapitalny sezon Jamesa Hardena. Po bardzo udanych rozgrywkach 2013-2014, te właśnie minione były dla Brody jeszcze lepsze. Harden regularnie notował mecze 30+ pkt, miał też kilka 40+, a dwa razy wykręcił nowy rekord kariery. Wszystko to w zaledwie pół roku trwania sezonu regularnego. Przez większość jego trwania był liderem w points per game, świetnie też asystował, czego rezultatem był także wysoki wskaźnik i w tej kategorii. Podczas długiej nieobecności Dwighta Howarda, kiedy skazywano nas na spadek w tabeli, wziął na siebie odpowiedzialność za wygrywanie i zapewnił nam drugiej miejsce na zachodzie i pierwsze od dawna mistrzostwo dywizji. Po prostu był liderem przez duże L i grał na 110%. Był jednym z dwóch głównych kandydatów do nagrody MVP sezonu (i cały czas uważam, że powinien ją otrzymać, a panel dziennikarzy przyznających to wyróżnienie nie ogląda meczów, tylko czyta linijki statystyczne.), regularnie był chwalony w koszykarskich mediach oraz został wybrany do All-NBA First Team. W tym wszystkim wymienionym wyżej, Harden dokonał rzezczy najważniejszej – rozwinął swoją grę. Poprawił ją zarówno w obronie, jak i w ataku. Rok temu był wyśmiewany z powodu swojej dziurawej defensywy, aktualnie nie można się już do tego tak przyczepić. Udowodnił, że jest jednym z najlepszych graczy i że może grać przeciwko każdemu zawodnikowi w NBA. Nie zapominajmy, że ma dopiero 25 lat, wierzę, że najlepsze dopiero przed nim. W ciągu tego sezonu oglądało się go naprawdę przyjemnie, dostarczył nam wielu niezapomnianych momentów i masę materiału do highlightów i top 10-ów.

Dwigth Howard – mimo absencji przez pół sezonu, przez pozostał czas, jaki miał okazję grać, a także w trakcie playoffs, DH12 pokazał, że ciągle ma parę i jest jednym z najlepszych centrów w lidze. Momentami grał jak za najlepszych lat w Orlando. Świetnie walczył na tablicach, dobijał chybione rzuty, pakował piłkę w akcjach 2+1, czy też kończył soczyste alley-oopy od Josha Smitha, z którym współpraca na parkiecie układała się rewelacyjnie. Owszem miewał też i gorsze mecze, ale koniec końców uważam, że jest w dobrej formie i prezentuje naprawdę solidny poziom. Tego lata chcielibyśmy przede wszystkim, aby ten gracz się doleczył i wypoczął. Dobrze byłoby oglądać go w akcji cały następny sezon. A jak wiadomo kontuzję towarzyszyły mu ostatnio często. Miejmy nadzieję, że zawodnik mądrze wykorzysta letnią przerwę i przygotuje swoje ciało na rozgrywki 15-16.

Josh Smith, Trevor Ariza, Corey Brewer i Pablo Prigioni – Ci panowie (kolejność ułożona przeze mnie, mam odczucie, że tak właśnie powinienem ich uszeregować za ich zasługi na parkiecie) pokazali, że są istotnym ogniwem rotacji i w czasie gry dają mnóstwo energii i świetnych zagrań. Josh Smith, któremu wieszczono koniec i upadek, po prostu odżył. Po jego zwolnieniu z Pistons, niejako przygarnęliśmy go, takiego zabłąkanego playera. Wiele głosów mówiło, że Rockets podjęli bardzo złą decyzję. Pierwsze mecze Josha w trykocie Rockets zdawały się potwierdzać te twierdzenia. Ale wtedy nadeszła przemiana. Przemiana prosta ale jakże istotna – Smith zaczął trafiać. Po serii cegieł i fatalnej skuteczności, zaczął lepiej selekcjonować rzuty i duża część z nich zaczęła wpadać, (na pewno miał na to wpływ fakt, że pogodził się w końcu ze swoją rolą jako gracza z ławki, po zwolnieniu z Pistons sam przyznał, że zagra dla klubu, który wystawi go w S5, jednak u nas ten eksperyment nie wypalił) co przełożyło się automatycznie na lepszą skuteczność i większą przydatność na parkiecie. Po jakimś czasie Josh dodał także częste i celne trójki (swoje pazury w tej kwestii pokazał szczególnie w playoffs), które stały się jednym z jego znaków rozpoznawczych. Rozstrzelał się na tyle, że kilka razy otarł się o triple-double. Rozkwitła także jego współpraca z Howardem, czego efektem było wiele pięknych akcji w wykonaniu tej pary. Z zawodnika, który miał się skończyć, zmienił się w istotnego i przydatnego gracza, którego miło się oglądało. Ariza pokazał, jak ważny jest zadaniowiec w NBA. Gracz dobrze broniący, nie bojący się największych ligowych gwiazd, zabójczy zza łuku, a do tego wnoszący dużo energii w szatni. Ariza to także dowód jeszcze jednego – że oddanie Parsonsa i załatanie dziury po nim właśnie Arizą to nie był taki zły ruch. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że Ariza w porównaniu z Chandlerem wypada nieco lepiej i lepiej wpasowuje się w rotację i system gry Houston. Trevor bardzo często trafiał nam trójki, znajdował kolegów na otwartych pozycjach rzutowych, solidnie bronił i zazwyczaj kończył mecz z przyzwoitą linijką statystyczną. Corey Brewer to przypadek podobny do Smitha, pozyskaliśmy go z Minnesoty, wiedzieliśmy, że jest dobry i ma potencjał, ale kto przypuszczał, że ujawni się tak szybko. Corey jest niezwykle dynamiczny, jak dla mnie to najszybciej poruszający się po parkiecie gracz Rockets. Lider przechwytów w lidze, wiele razy wytrącał piłkę z rąk rywala i kończył potem akcję łatwymi punktami. Był na tyle szybki, że w kilka chwil, będąc krytym potrafił przemieścić się tak, żeby być niepilnowanym i rzucić trójkę lub wjechać pod kosz. Trójek w jego wykonaniu obejrzeliśmy dużo, tak samo podkoszowych penetracji i ładnych podań. Brewer to zawodnik twardy, nieustępliwy i bardzo, ale to bardzo szybki i dynamiczny. Stał się jednym z dwóch (obok Smitha) głównych graczy z ławki. Praktycznie w każdym swoim meczu miał minimum 10 punktów, kilka razy zdarzyło się double-double. Naprawdę solidne wsparcie dla całego zespołu i świetny ruch w pozyskaniu go. Pablo Prigioni to z kolei weteran, który wspiera nas swoim doświadczeniem ale pokazał także, że potrafi jeszcze zagrać dobry basket, szczególnie pamiętny jest jego występ z playoffs, gdzie przeciwko Clippers w kilkadziesiąt sekund zanotował niezwykle ważne przechwyty i zdobyte po nich punkty. Jest w stanie w dobrym tempie spenetrować obszar podkoszowy, rzucić czystą trójkę, znaleźć kolegę z zespołu i podać do niego. Do tego wszystkiego jest bardzo waleczny w obronie. Ci czterej Panowie okazali się bardzo ważnymi postaciami w naszym zespole w drugiej części sezonu zasadniczego i na pewno dobrze to zapamiętamy.

No i na pewno zapamiętamy świetny występ Rakiet w sezonie zakończony drugim miejscem na zachodzie oraz równie dobrą postawę w playoffs, którą zakończyliśmy na finałach konferencji. Oprócz tego, że poprawiliśmy wynik sprzed roku, to pokazaliśmy, że wbrew opinii wielu (które to opinie określały Rakiety jako Hardena, Howarda i zbieraninę graczy, którzy nie potrafią za bardzo stworzyć spójnej całości), stworzyliśmy z tej rotacji dobry skład, który mimo braku trzech starterów (Beverley i Jones w sezonie i playoffs oraz Howard w sezonie) potrafił dojść tak daleko i uplasować się pośród czterech najlepszych drużyn w NBA.

To, co musimy zrobić podczas letniej przerwy to:

-wzmocnienie na pozycji point guarda – gdy zabrakło Beverley'a to zostało nam dwóch rozgrywających w wieku 37 lat każdy. Może warto zainteresować się np Ty Lawsonem?;

-praca nad zdrowiem zawodników (Howard, Beverley, Jones, Motiejunas), byli oni naprawdę solidnym wsparciem w tym sezonie i potrzebujemy ich w kolejnym;

-próba pozyskania kogoś wartościowego w drafcie, draft już za 3 dni (jego wyniki opiszę w oddzielnym wpisie pod koniec tygodnia), mimo dalekich numerów, z jakimi Rockets wybierają, można postarać się o ciekawego zawodnika, potem można nim także pohandlować;

-jeszcze większe wsparcie trenera – Kevin McHale dopiero w tym sezonie coś osiągnął z Rakietami, zostaje z nami także na kolejny sezon, można powiedzieć, że w tym sezonie i playoffs naprawdę poskładał te różne puzzle (jedne bardziej, inne mniej pasujące) i wykrzesał z tej drużyny potencjał. Jeżeli coach poczyni odpowiednie wzmocnienia, przeanalizuje naszą grę w tym sezonie i spędzi z zawodnikami sporo czasu na treningach to następny sezon może być jeszcze lepszy.

Mi osobiście bardzo podobał się ten sezon. Szczególnie w playoffs miło zarywało się noce i czatował z Wami na żywo podczas spotkań. A nasze zwycięstwo nad Clippers 4:3 gdy oni byli 3:1 i prowadzili 19 punktami w meczu numer 5 zapamiętam na długo, mimo minimalnego snu nie byłem wtedy zmęczony i rozpierała mnie duma. Dzięki Panowie za wspólne kibicowanie w tym sezonie. Na koniec podsumowań, zestawienia najlepszych akcji Rockets. Enjoy:)











Sory chłopaki za tak późny wpis ale sprawy zawodowo-urlopowe spowodowały, że nie mogłem tego zrobić wcześniej. Teraz będą już wpisy bardziej regularne:)



Autor: kao chen @ 23.06.2015 - 11:38
Dla mnie przyszłość na pozycji PF to D-mo i TJ. Ci zawodnicy są dużo lepsi w O od JS. Co prawda TJ zagrał słabe po, ale ludzie chyba zapomnieli jak długo pauzował i z jakim urazem się zmagał. D-mo daje nam pewne punkty na low post, a tego nam brakowało w momentach kiedy nam nie szło.

Autor: Najstarszy Fan @ 27.06.2015 - 14:52
przyszłośc koszykówki to small-ball? jeśli tak to tym bardziej nie mamy czego szukać z McHalem... Warriors byli do ogrania, ale jak przez cały sezon tak i w play off, żadnej wyuczonej, granej na pamięć zagrywki w momentach "zawieszenia", tylko piłka do Hardena i patrzenie co z nią zrobi :)

Name: Remember me
E-mail: (optional)
Smile:smile wink wassat tongue laughing sad angry crying 
Captcha
CAPTCHA, click to refresh
Powered by CuteNews

» Podsumowanie sezonu 2014-2015
22.06.2015 - 22:39 - dodał: Łukasz Trymczuk (Trymas)
Sezon 2014-2015 już za nami, emocji było co nie miara, jesteśmy zadowoleni z postawy Rockets, którzy dotarli do finału Western Conference. Co zapamiętamy z tego sezonu? Zapraszam do lektury.

Przede wszystkim kapitalny sezon Jamesa Hardena. Po bardzo udanych rozgrywkach 2013-2014, te właśnie minione były dla Brody jeszcze lepsze. Harden regularnie notował mecze 30+ pkt, miał też kilka 40+, a dwa razy wykręcił nowy rekord kariery. Wszystko to w zaledwie pół roku trwania sezonu regularnego. Przez większość jego trwania był liderem w points per game, świetnie też asystował, czego rezultatem był także wysoki wskaźnik i w tej kategorii. Podczas długiej nieobecności Dwighta Howarda, kiedy skazywano nas na spadek w tabeli, wziął na siebie odpowiedzialność za wygrywanie i zapewnił nam drugiej miejsce na zachodzie i pierwsze od dawna mistrzostwo dywizji. Po prostu był liderem przez duże L i grał na 110%. Był jednym z dwóch głównych kandydatów do nagrody MVP sezonu (i cały czas uważam, że powinien ją otrzymać, a panel dziennikarzy przyznających to wyróżnienie nie ogląda meczów, tylko czyta linijki statystyczne.), regularnie był chwalony w koszykarskich mediach oraz został wybrany do All-NBA First Team. W tym wszystkim wymienionym wyżej, Harden dokonał rzezczy najważniejszej – rozwinął swoją grę. Poprawił ją zarówno w obronie, jak i w ataku. Rok temu był wyśmiewany z powodu swojej dziurawej defensywy, aktualnie nie można się już do tego tak przyczepić. Udowodnił, że jest jednym z najlepszych graczy i że może grać przeciwko każdemu zawodnikowi w NBA. Nie zapominajmy, że ma dopiero 25 lat, wierzę, że najlepsze dopiero przed nim. W ciągu tego sezonu oglądało się go naprawdę przyjemnie, dostarczył nam wielu niezapomnianych momentów i masę materiału do highlightów i top 10-ów.

Dwigth Howard – mimo absencji przez pół sezonu, przez pozostał czas, jaki miał okazję grać, a także w trakcie playoffs, DH12 pokazał, że ciągle ma parę i jest jednym z najlepszych centrów w lidze. Momentami grał jak za najlepszych lat w Orlando. Świetnie walczył na tablicach, dobijał chybione rzuty, pakował piłkę w akcjach 2+1, czy też kończył soczyste alley-oopy od Josha Smitha, z którym współpraca na parkiecie układała się rewelacyjnie. Owszem miewał też i gorsze mecze, ale koniec końców uważam, że jest w dobrej formie i prezentuje naprawdę solidny poziom. Tego lata chcielibyśmy przede wszystkim, aby ten gracz się doleczył i wypoczął. Dobrze byłoby oglądać go w akcji cały następny sezon. A jak wiadomo kontuzję towarzyszyły mu ostatnio często. Miejmy nadzieję, że zawodnik mądrze wykorzysta letnią przerwę i przygotuje swoje ciało na rozgrywki 15-16.

Josh Smith, Trevor Ariza, Corey Brewer i Pablo Prigioni – Ci panowie (kolejność ułożona przeze mnie, mam odczucie, że tak właśnie powinienem ich uszeregować za ich zasługi na parkiecie) pokazali, że są istotnym ogniwem rotacji i w czasie gry dają mnóstwo energii i świetnych zagrań. Josh Smith, któremu wieszczono koniec i upadek, po prostu odżył. Po jego zwolnieniu z Pistons, niejako przygarnęliśmy go, takiego zabłąkanego playera. Wiele głosów mówiło, że Rockets podjęli bardzo złą decyzję. Pierwsze mecze Josha w trykocie Rockets zdawały się potwierdzać te twierdzenia. Ale wtedy nadeszła przemiana. Przemiana prosta ale jakże istotna – Smith zaczął trafiać. Po serii cegieł i fatalnej skuteczności, zaczął lepiej selekcjonować rzuty i duża część z nich zaczęła wpadać, (na pewno miał na to wpływ fakt, że pogodził się w końcu ze swoją rolą jako gracza z ławki, po zwolnieniu z Pistons sam przyznał, że zagra dla klubu, który wystawi go w S5, jednak u nas ten eksperyment nie wypalił) co przełożyło się automatycznie na lepszą skuteczność i większą przydatność na parkiecie. Po jakimś czasie Josh dodał także częste i celne trójki (swoje pazury w tej kwestii pokazał szczególnie w playoffs), które stały się jednym z jego znaków rozpoznawczych. Rozstrzelał się na tyle, że kilka razy otarł się o triple-double. Rozkwitła także jego współpraca z Howardem, czego efektem było wiele pięknych akcji w wykonaniu tej pary. Z zawodnika, który miał się skończyć, zmienił się w istotnego i przydatnego gracza, którego miło się oglądało. Ariza pokazał, jak ważny jest zadaniowiec w NBA. Gracz dobrze broniący, nie bojący się największych ligowych gwiazd, zabójczy zza łuku, a do tego wnoszący dużo energii w szatni. Ariza to także dowód jeszcze jednego – że oddanie Parsonsa i załatanie dziury po nim właśnie Arizą to nie był taki zły ruch. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że Ariza w porównaniu z Chandlerem wypada nieco lepiej i lepiej wpasowuje się w rotację i system gry Houston. Trevor bardzo często trafiał nam trójki, znajdował kolegów na otwartych pozycjach rzutowych, solidnie bronił i zazwyczaj kończył mecz z przyzwoitą linijką statystyczną. Corey Brewer to przypadek podobny do Smitha, pozyskaliśmy go z Minnesoty, wiedzieliśmy, że jest dobry i ma potencjał, ale kto przypuszczał, że ujawni się tak szybko. Corey jest niezwykle dynamiczny, jak dla mnie to najszybciej poruszający się po parkiecie gracz Rockets. Lider przechwytów w lidze, wiele razy wytrącał piłkę z rąk rywala i kończył potem akcję łatwymi punktami. Był na tyle szybki, że w kilka chwil, będąc krytym potrafił przemieścić się tak, żeby być niepilnowanym i rzucić trójkę lub wjechać pod kosz. Trójek w jego wykonaniu obejrzeliśmy dużo, tak samo podkoszowych penetracji i ładnych podań. Brewer to zawodnik twardy, nieustępliwy i bardzo, ale to bardzo szybki i dynamiczny. Stał się jednym z dwóch (obok Smitha) głównych graczy z ławki. Praktycznie w każdym swoim meczu miał minimum 10 punktów, kilka razy zdarzyło się double-double. Naprawdę solidne wsparcie dla całego zespołu i świetny ruch w pozyskaniu go. Pablo Prigioni to z kolei weteran, który wspiera nas swoim doświadczeniem ale pokazał także, że potrafi jeszcze zagrać dobry basket, szczególnie pamiętny jest jego występ z playoffs, gdzie przeciwko Clippers w kilkadziesiąt sekund zanotował niezwykle ważne przechwyty i zdobyte po nich punkty. Jest w stanie w dobrym tempie spenetrować obszar podkoszowy, rzucić czystą trójkę, znaleźć kolegę z zespołu i podać do niego. Do tego wszystkiego jest bardzo waleczny w obronie. Ci czterej Panowie okazali się bardzo ważnymi postaciami w naszym zespole w drugiej części sezonu zasadniczego i na pewno dobrze to zapamiętamy.

No i na pewno zapamiętamy świetny występ Rakiet w sezonie zakończony drugim miejscem na zachodzie oraz równie dobrą postawę w playoffs, którą zakończyliśmy na finałach konferencji. Oprócz tego, że poprawiliśmy wynik sprzed roku, to pokazaliśmy, że wbrew opinii wielu (które to opinie określały Rakiety jako Hardena, Howarda i zbieraninę graczy, którzy nie potrafią za bardzo stworzyć spójnej całości), stworzyliśmy z tej rotacji dobry skład, który mimo braku trzech starterów (Beverley i Jones w sezonie i playoffs oraz Howard w sezonie) potrafił dojść tak daleko i uplasować się pośród czterech najlepszych drużyn w NBA.

To, co musimy zrobić podczas letniej przerwy to:

-wzmocnienie na pozycji point guarda – gdy zabrakło Beverley'a to zostało nam dwóch rozgrywających w wieku 37 lat każdy. Może warto zainteresować się np Ty Lawsonem?;

-praca nad zdrowiem zawodników (Howard, Beverley, Jones, Motiejunas), byli oni naprawdę solidnym wsparciem w tym sezonie i potrzebujemy ich w kolejnym;

-próba pozyskania kogoś wartościowego w drafcie, draft już za 3 dni (jego wyniki opiszę w oddzielnym wpisie pod koniec tygodnia), mimo dalekich numerów, z jakimi Rockets wybierają, można postarać się o ciekawego zawodnika, potem można nim także pohandlować;

-jeszcze większe wsparcie trenera – Kevin McHale dopiero w tym sezonie coś osiągnął z Rakietami, zostaje z nami także na kolejny sezon, można powiedzieć, że w tym sezonie i playoffs naprawdę poskładał te różne puzzle (jedne bardziej, inne mniej pasujące) i wykrzesał z tej drużyny potencjał. Jeżeli coach poczyni odpowiednie wzmocnienia, przeanalizuje naszą grę w tym sezonie i spędzi z zawodnikami sporo czasu na treningach to następny sezon może być jeszcze lepszy.

Mi osobiście bardzo podobał się ten sezon. Szczególnie w playoffs miło zarywało się noce i czatował z Wami na żywo podczas spotkań. A nasze zwycięstwo nad Clippers 4:3 gdy oni byli 3:1 i prowadzili 19 punktami w meczu numer 5 zapamiętam na długo, mimo minimalnego snu nie byłem wtedy zmęczony i rozpierała mnie duma. Dzięki Panowie za wspólne kibicowanie w tym sezonie. Na koniec podsumowań, zestawienia najlepszych akcji Rockets. Enjoy:)











Sory chłopaki za tak późny wpis ale sprawy zawodowo-urlopowe spowodowały, że nie mogłem tego zrobić wcześniej. Teraz będą już wpisy bardziej regularne:)



Autor: kao chen @ 23.06.2015 - 11:38
Dla mnie przyszłość na pozycji PF to D-mo i TJ. Ci zawodnicy są dużo lepsi w O od JS. Co prawda TJ zagrał słabe po, ale ludzie chyba zapomnieli jak długo pauzował i z jakim urazem się zmagał. D-mo daje nam pewne punkty na low post, a tego nam brakowało w momentach kiedy nam nie szło.

Autor: Najstarszy Fan @ 27.06.2015 - 14:52
przyszłośc koszykówki to small-ball? jeśli tak to tym bardziej nie mamy czego szukać z McHalem... Warriors byli do ogrania, ale jak przez cały sezon tak i w play off, żadnej wyuczonej, granej na pamięć zagrywki w momentach "zawieszenia", tylko piłka do Hardena i patrzenie co z nią zrobi :)

Name: Remember me
E-mail: (optional)
Smile:smile wink wassat tongue laughing sad angry crying 
Captcha
CAPTCHA, click to refresh
Powered by CuteNews
Archiwum wiadomości


25.04.2017
vs
4-1
Houston 105
Oklahoma City 99

   :: Statystyki
01.05.2017 - 3:30
@San Antonio
03.05.2017 - 3:30
@San Antonio
05.05.2017 - 3:30
San Antonio
07.05.2017 - 3:00
San Antonio
09.05.2017
@San Antonio
Zespół
W
P
%
1.Golden State Warriors
67
15
81,7
2.San Antonio Spurs
61
21
74,4
3.Houston Rockets
55
27
67,1
4.Los Angeles Clippers
51
31
62,2
5.Utah Jazz
51
31
62,2
6.Oklahoma City Thunder
47
35
57,3
7.Memphis Grizzlies
43
39
52,4
8.Portland Trail Blazers
41
41
50,0
Denver Nuggets
40
42
48,8
New Orleans Pelicans
34
48
41,5
Dallas Mavericks
33
49
40,2
Sacramento Kings
32
50
39,0
Minnesota Timberwolves
31
51
37,8
Los Angeles Lakers
26
56
31,7
Phoenix Suns
24
58
29,3

Pkt.
Zb.
As.
Prz.
Bl.
FG%
3PT%
FT%
Min.
J.Harden
J.Harden
J.Harden
T.Ariza
C.Capela
M.Harrell
R.Anderson
L.Williams
J.Harden
29.1
8.1
11.2
1.8
1.2
65,2
40,3
87,0
36.4

Wymień się buttonem

Polski serwis Houston Rockets







NBA Nation
Online League








on line: 001



Copyright © 2002-2016 Marek Wierzbicki. Wszelkie prawa zastrzeżone.